środa, 15 maja 2013

Dmuchawce, latawce... czyli kolejny maj :)

Matko, jak ten czas ucieka. Byłam tu ostatnio kiedy wydawało się, że wiosna tuż, tuż, a tymczasem numer nad numery zrobiła i pokazała figę z makiem ;) Trzeba było na nią trochę poczekać.
Pod moją nieobecność na blogu przeżyliśmy rodzinnie kilka uroczystości, m.in. Chrzest św. Maleństwa i Komunię św. Średniaka. W międzyczasie nauczyłam się piec chleb, taki prawdziwy, na zakwasie. Pyszny, pachnący i zdrowy, mniammm... ;) A korzystając z majowego dobrodziejstwa i tysięcy kwitnących mniszków, zrobiłam leczniczy miodek na jesienno-zimowe infekcje :) A! Zapomniałabym. Tata_czterech przebiegł swój kolejny maraton, a nasza pozostała biegająca czwórka mini maraton. Kubeczek spędził ten czas rozłąki w chuście u taty. He, he, to tak w bardzo dużym skrócie, za to teraz zapraszam do oglądania ;)
Na koniec prawie pięciomiesięczny Kubeczek - roześmiany, piszczący, turlający się po macie i wędrujący poza nią:
Witam nowych Obserwatorów i dziękuję za odwiedziny na blogu :)

Pozdrawiam serdecznie -

mama_czterech       

2 komentarze:

  1. Kasiu, tyle optymizmu czytam w tym wpisie! Chcę więcej wpisów! Koniecznie! :)

    P.s. Gratuluję przyjętych sakramentów oraz maratonów całej Rodzinie!

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo dziękujemy :) więcej wpisów, hmmm... też bym chciała, tylko ten niedoczas ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)